Od dwóch dni leżę w łóżku złożony jakimś wrednym przeziębieniem. Przeklinam swoje położenie, bo nie lubię leżeć w łóżku i nic nie robić, ale są też tego dobre strony – wreszcie nie miałem wymówki żeby nie napisać czegoś na blogu. Tym bardziej, że ten temat łazi już za mną od dawna i czeka tylko żeby go przeklikać do sieci.
Na początek krótki wstęp. W ostatnich tygodniach często można było usłyszeć ‘w mediach’ o różnego rodzaju autorytetach. Zaczęło się od tego, że wg. sondażu Rzepy w grupie wiekowej 13-24 młodzież wśród największych autorytetów uznała Kubę Wojewódzkiego, co nawet sam zainteresowany określił jako żałosne [źródło: Pudelek]. Potem mieliśmy jeszcze śmierć kilku autorytetów: L. Kołakowskiego, Z. Zapasiewicza, czy amerykańskiego ‘Most Trusted Man’ – W. Cronkite’a.
Ale zacząłem się zastanawiać nad tym, kto tak na prawdę jest dla mnie autorytetem dopiero wtedy, gdy na Facebooku znajomy zamieścił link do ‘Rozmów z Mistrzem‘ z dedykacją ‘dla tych, którzy ostatnio wybrali Wojewódzkiego autorytetem’. Chociaż wspomniane rozmowy obejrzałem sobie i również je polecam, to jednocześnie coś mnie tknęło – właściwie to dlaczego Kołakowski i Bartoszewski mieliby dla mnie być niekwestionowanymi autorytetami, a taki Wojewódzki akurat nie? Czy z tego sondażu Rzepy faktycznie wynika coś złego? Czy wnioski wyciągane na jego podstawie nie są przypadkiem na wyrost naciągane i ‘politycznie poprawne’?
Zacznijmy od tego, co oznacza że ktoś jest autorytetem. Wg. Wikipedii autorytet to ‘osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności w ocenie jakiegoś zjawiska lub wydarzenia’.
Skoro autorytet ma być prawdomówny, bezstronny i odznaczający się profesjonalizmem, to powinien być stosunkowo uniwersalny. Tymczasem nie szukając dalej jak do wspomnianych ‘Rozmów z Mistrzem’ – W. Bartoszewski przez środowiska związane z PiSem za bezstronnego, prawdomównego i odznaczającego się profesjonalizmem nie uchodzi. Takich przykładów można mnożyć – Wałęsa, Kwaśniewski, Balcerowicz, Kuroń, Michnik. Dla jednych te postaci to zdecydowanie autorytety, dla innych – delikatnie mówiąc – nie. Co więcej, jak w kampanii do Europarlamentu (2009) pokazały prawicowe środowiska związane z Libertasem na przykładzie L. Wałęsy – bycie autorytetem zależy też od kontekstu. Jak ‘z nami’ – to bohater, jak nie – to nie.
Ok, w takim razie autorytetem powinien być ktoś, kto subiektywnie – dla mnie – odznacza się cechami wymienionymi powyżej. Żeby to stwierdzić, powinienem cośkolwiek o tych osobach wiedzieć, znać ich poglądy na różne sprawy. No właśnie, ale skąd? Wspomniany Wojewódzki ma w telewizji swój talk-show, swój program w radiu, pisze felietony do gazet – czyli wszędzie go pełno. Często wręcz ciężko nie poznać jego opinii na dany temat, zwłaszcza jeśli dotyczy to show-biznesu lub polityki na linii czysto światopoglądowej PO-PiS. A takie opinie Kwaśniewskiego, Wałęsy czy Bartoszewskiego? Często sprowadzają się do komunikatów prasowych, wyważonych komentarzy lub oświadczeń. O ludziach spoza świata polityki już w ogóle nie wspomnę. Czy np. Gajos może być dla mnie autorytetem? Uwielbiam go na scenie, ale pojęcia zielonego nie mam co on sądzi na temat ostatniej awantury wokół KDT czy Traktatu Lizbońskiego. Co więcej, mam wrażenie, że Panu Januszowi bardzo z tym dobrze i za nic nie chciałby żeby to się zmieniało.
Dlatego chcąc nie chcąc nadal to Wojewódzki ma większe szanse być moim autorytetem niż wyżej wymienieni. Nie należę może do osób oczytanych, z prasy znam głównie dział aktualności, ale też nie sądzę żebym plasował się w dolnej części społeczeństwa pod tym względem. A mimo to z poglądami i twórczością L. Kołakowskiego zapoznałem się dopiero po jego śmierci i to głównie ‘dzięki’ niej – gdyby nie ten szum medialny, pewnie nigdy sam z siebie bym na nią nie trafił. Tak na prawdę o praktycznie wszystkich wymienionych tutaj ‘autorytetach’ wiem tyle co udało mi się wyłapać przypadkiem z internetu, prasy czy telewizji. Może w przypadku kilku osób jestem bogatszy o jakieś artykuły, wystąpienia publiczne itp, ale nadal raczej nie jestem w stanie identyfikować się z ich poglądami, bo… po prostu ich nie znam. Dlaczego wobec tego miałbym mówić, że są to moje autorytety?
Zmierzając do pointy – wydaje mi się, że nie tylko samo słowo autorytet, ale w ogóle cała idea osoby szczególnie opiniotwórczej trochę się zdewaluowały. Osoby mające szczególny wpływ na moje poglądy to nie jacyś wybitni mędrcy w swoich wieżach z kości słoniowej, tylko ludzie z którymi rozmawiam na co dzień. Do grona autorytetów prędzej mógłby trafić Azrael czy Kataryna niż ktokolwiek ze znanym nazwiskiem. Z prostego powodu – ich poglądy na bieżące sprawy poznaję na bieżąco, zawsze mogę się do nich ustosunkować (i dostać odpowiedź!), napisać do nich na Twitterze albo wysłać im maila. Oni, choć nie znam ich z imienia i nazwiska są dla mnie prawdziwi. Bardziej niż znani mi wyłącznie z obrazków lub książek Balcerowicz czy Wałęsa.
Wyniki sondażu Rzepy nie dziwią mnie wcale. Uważam nawet, że takie, a nie inne wyniki sprawiają, że ten sondaż wygląda wiarygodnie. Bo dla ludzi z przedziału wiekowego 13-24 Wojewódzki to ktoś realny, kogo widzą, słyszą i czytają. Dalajlama to mityczny bohater ze wschodu bijący się o mityczny Wolny Tybet i ładnie uśmiechający się z Wałęsą na zdjęciach. I to nie jest żaden upadek autorytetów, to po prostu rzeczywistość się zmieniła.